Archive for wrzesień, 2007

Pr(z)ymus

czwartek, wrzesień 27th, 2007

Jasny gwint, jak tak dalej pójdzie to zgodzimy się, no może prawie zgodzimy się, z p. Krzysztofem we wszystkich sprawach. Co do ekspertów prawie zgoda, co do prasy prawie zgoda, co do korzyści płynących z ograniczenia emisji CO2 też prawie zgoda :-) Jednakże ponieważ zostałem wyciągnięty przed tablicę i mam odpowiedzieć na 3 pytania, odpowiadam:

1. Czy powinien istnieć przymus nauki? - TAK, bez wątpienia. Dlaczego? Bo wiedza jest największym skarbem narodu. Skarbem w sensie wymiernym - przynosi bogactwo krajowi. Zrozumieli to dawno Amerykanie i ściągają najwybitniejsze jednostki do siebie. Niemcy robią to samo itp. itd. Inna sprawa, że nauczanie musi być na doskonałym poziomie i nauczyciele takoż. Zatem ten PRZYMUS prowadzi do tego że mamy Prymusów a oni tworzą nasze społeczeństwo (w teorii oczywiście)

2. Czy powinien istnieć przymus ubezpieczeń? - zależy z czyjego punktu widzenia. Ludzi zamożnych -nie, oni sobie poradzą w każdej sytuacji. Z punktu widzenia ludzi ubogich - tak, oni nie mogą pozwolić sobie np. na wypłacanie odszkodowań z tytułu wypadku. Czy znaczy to, że mają nie jeździć samochodami? A wypadki to wypadki, czasami winny jest zbieg okoliczności. Zatem jako demokrata też odpowiem - TAK (choć nie może to być rodzaj podatku jak jest to w Polsce)

3. Czy powinien istnieć przymus posiadania izolacji termicznej w domu? - NIE. I chyba nikt czegoś takiego nie wymaga. Przecież możemy mieszkać w szałasie w Bieszczadach (mmm…znam tam piękne miejsca) zupełnie nieocieplonym. Pytanie jest czy będziemy z tego zadowoleni? Latem pewnie tak, zimą…? W istocie przepisów o certyfikacji budynków tkwi fakt, że nabywca kupujący dom POWINIEN wiedzieć ile jego dom zużywa energii, czyli dom powinien mieć wiarygodny certyfikat, tak jak pralka posiada etykietę swojej klasy energetycznej (A, A+, itp.) Bo skoro mam mieć wybór, to muszę wiedzieć jak decyzję podjąć. Na podstawie czego.

Wyobraźmy sobie dwóch facetów kupujących domy dla swoich rodzin - jeden jest utracjuszem, hulaką - czyli “mordo ty moja”, drugi pracowitym domatorem. Obaj mieszkają w USA wobec czego emitują rocznie po 19,9 tCO2 (wg statystyk tyle emitują CO2 Stany Zjednoczone na głowę jednego mieszkańca).

Ten pierwszy nie dba zupełnie o to ile energii zużywać będzie jego nowy dom, bo ma kasę i woli ją wydać na cowieczorny “clubbing”. Zatem jego wkład w emisję CO2 pozostaje na tym samym poziomie - 19,9 tCO2/rok

Ten drugi zbuduje swój dom energooszczędnie przez co zaoszczędzi jako obywatel 8,7 tCO2/rok (obliczenie dla 150 m2 domu), czyli jego “wkład” w emisję globalną będzie 11,2 tCO2/rok. Oczywiście wiem, że jest to jawna manipulacja liczbami. Stałoby się tak, gdyby WSZYSCY amerykanie - 100% populacji zbudowała domy pasywne, każdy po 150 m2, co nie jest możliwe.

Prowadzę jednak do tego, że jeśli chcemy wszyscy jako demokratyczny naród osiągnąć jeden cel - np. ograniczyć emisję CO2 to musimy przymusić poprzez prawo również hulaków i utracjuszy, bo jeden domator nic nie zmieni, choć wiele może (sam przecież ogranicza “swoją” emisję o 44%!).

To jest nieubłagane prawo demokracji: Prymusi rządzą poprzez Przymus. A tylko w naszych rękach jest aby rządzili nami prymusi, a nie niedouczeni pierwszoklasiści.

Totalna anarchia czy towarzysz Gierek?

poniedziałek, wrzesień 24th, 2007

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem dyskusji pomiędzy p. Krzysztofem a mną, co do stwierdzenia czy rzeczywiście istnieją naprawdę eksperci. Cieszę się, że w końcu osiągnęliśmy porozumienie - eksperci są, choć trudno ich znaleźć. Definicja p. Krzysztofa (oczywiście w dużym uproszczeniu): “ekspert to taki człowiek co tak się poświęca swojej pracy, że żonę ogląda tylko na zdjęciu”. Jakieś komentarze żon? :-)

Co do reszty zaś…czytałem ostatnio książkę Naomi Klein “No logo”. Wydała ona właśnie nową książkę pt.: “Shock Doctrine”. Obie mówią o tym samym, że wielkie koncerny tak zawładnęły naszym światem, że wszystko co się na nich dzieje (pozytywnego i negatywnego) jest przez nie wykorzystywane w celach marketingowych. (Panie Krzysztofie, z “No logo” dowie się Pan jak pracownicy w Chinach są wykorzystywani przez Nike, Microsoft itp. - to tytułem komentarza do “czystości” chińskiej produkcji). Można więc odnieść wrażenie, że globalne ocieplenie, redukcja emisji CO2, kryzys energetyczny to też woda na młyn wielkich koncernów. Uczepiły się tych (quasi?)problemów po to by zrobić na tym kasę: np. produkować elektrownie wiatrowe, ogniwa fotowoltaiczne, izolacje cieplne czy systemy wentylacyjne z odzyskiem ciepła.

Pewnie nikogo nie przekonam, że ręce wszystkich biznesmenów są czyste ale czy rzeczywiście powinniśmy wszystko negować? Czy aby nie prowadzi to do totalnej anarchii? Weźmy dla przykładu katalizatory w samochodach. Fakt, że ołów szkodzi naszemu zdrowiu jest bezsporny. Ale fakt ten nie był znany przez wiele, wiele lat. Czy powinniśmy zatem negować konieczność stosowania benzyny bezołowiowej i katalizatorów w samochodach? A że producenci katalizatorów zbili na tym majątek…od tego jest konkurencja żeby dbać o naszą kieszeń i żeby ceny katalizatorów spadały, spadały, spadały.

Tak też jest w przypadku globalnego ocieplenia - ja nie mam wątpliwości że następuje. (patrz artykuł w dzisiejszym “Dzienniku”: “Zagłada na dnie oceanu”).  Ale patrzmy pragmatycznie, czyli opierając się na faktach. W dokumencie “Impact on employment in the EU 25 of CO2 emission reduction strategies by 2030. The construction sector - housing sector” z lutego 2007 znajdziemy liczby pokazujące o ile wzrośnie ilość miejsc pracy w 25 krajach UE o ile zostaną zaimplementowane regulacje prawne w sektorze budownictwa mieszkaniowego, prowadzące do ograniczenia emisji CO2 (z mojego podwórka - np. obowiązkowa konieczność uzyskania odpowiedniej izolacyjności cieplnej dla dachu czy ściany zewnętrznej.) Otóż wszystkie te działania prawne przyczynią się do stworzenia 135.000 nowych miejsc pracy, o ile wdrożone zostaną w życie przez przemysł!

Czy zatem nie należy spojrzeć na problem ocieplania klimatu mniej anarchicznie. I zgodzić się z faktem, że ograniczanie emisji wpłynie KORZYSTNIE na rozwój światowej gospodarki, jak mawiał tow. Gierek: “Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”.

A że przy okazji zadbamy o środowisko naturalne, to już inna sprawa. :-)

Na początku było słowo

piątek, wrzesień 21st, 2007

Nie, nie, nie zamierzam wcale odwoływać się do słów Biblii. Ale chciałbym tym razem zwrócić uwagę na dwie rzeczy: odpowiedzialność za słowo i wagę jakę niesie ono za sobą. To co napisał p. Krzysztof o dziennikarzach to pewnie prawda ale nie cała. Bo z żurnalistami jest tak jak z ekspertami. Są wiarygodni i niewiarygodni, są pracowici co sprawdzają i ważą każde słowo i lenie którzy piszą artykuły na podstawie danych z sufitu. (Tu muszę się przyznać, a zauważył to UWAŻNY czytelnik, że p. Schlagowski to nie modus operandi, tylko spiritus movens. Biję się w piersi - myślałem o “sposobie działania” p. Schlagowskiego, że robi na mnie wrażenie jego zapał. Tymczasem napisałem że jest duszą, motorem i sprężyną przedsięwzięcia, używając przy tym błędnego wyrażenia łacińskiego. Niby to samo, a nie to samo. Tak to jest jak ktoś wpierw robi zanim pomyśli :-)

Wracając na chwilę do standardów - no chyba jednak i jakieś nawet niepisane stadardy istniały od zawsze. Przecież nawet piramidy ktoś projektował, inaczej byłaby to bezładna kupa kamieni. Zaś dwie rzymskie d… końskie, o których pisze p. Krzysztof (uśmiałem się wielce z tego jakże trafnego przykładu) w końcu też są standardem, a że przedziwnym…to już co innego.

I właśnie potęgę tego instrumentu - SŁOWA wykorzystują eksperci, poprzez przelewanie wielu lat doświadczeń w zbiory informacji, które stanowią wytyczne do naszych działań. Proszę zwrócić uwagę, że elementarz to też standard - standard jak należy składać najprostsze słowa. Słowo daje władzę, więc musi być wykorzystywane właściwie. Stąd konieczność odpowiedzialności za słowo, a z tym jesteśmy na bakier. Tu się z p. Krzysztofem zgadzam! Czyli powinniśmy być w wypowiadaniu ostatecznych racji wstrzemięźliwi i oszczędni, energooszczędni? :-)

Jak już przy temacie głównym bloga…Domy pasywne to domy, które poprzez ich odpowiednio przemyślaną konstrukcję nie zużywają wcale energii (mówi się o granicy - maksimu 15 kWh/m2 rocznie). W końcu poprzez gotowanie, pranie, oświetlenie, kąpiele emitujemy mnóstwo energii cieplnej, która zwyczajowo ucieka nam poprzez wentylację naszego domu. Dom pasywny całą tę energię wykorzystuje do podgrzania powietrza przychodzącego z zewnątrz budynku, więc niepotrzebne sa grzejniki, kominki itp. Takie domy rzeczywiście istnieją!!! Powiem więcej stają się coraz bardziej popularne - wszak nic przyjemniejszego niż nie płacić za ogrzewanie. Prawdą jest, że do tej jakże słusznej idei starają się podłączyć różni hochsztaplerzy oferując różne perpetum mobile. Dlatego też powinniśmy ufać: standardom i ekspertom. Skoro tego typu budynki są nowością (nawet p. Krzysztof nic o nich nie wie!) to gdybyśmy chcieli zbudować taki superenergooszczędny dom, to kogo byśmy spytali o radę? Pani Goździkowej?

I wrócę teraz na chwilę do mojego pytania o to dlaczego kupujemy głównie sprzęt AGD w klasach energetycznych A i A+, inne gorsze są właściwie w zaniku. Otóż wg mnie dlatego, że zaufaliśmy ekspertom - producentom tego sprzętu! Przecież to oni wiedzą ile ich sprzęt zużywa energii i nas o tym informują. A my im wierzymy. Nie sądzę, aby ktoś sprawdzał czy jego pralka czy lodówka rzeczywiście wpłynęła na obniżenie wydatków na prąd. Zaufaliśmy ekspertom i to wszystko. Może więc powinniśmy zaufać ekspertom i budować domy pasywne?

No i na koniec jeszcze o SŁOWIE: fakt jego potęgi wykorzystuje w sposób nieubłagany przemysł (wszystkie jego gałęzie). Chcemy się komunikować nonstop, więc dano nam do pomocy: internet, smsy, blogi - słowa, słowa, słowa…

P.S. No ale czy nie przyjemnie jest otrzymać smsa takiej treści: “spędziłam z Tobą cudowny wieczór, będę tęsknić” :-) ” To jest dopiero potęga słowa - wtedy nawet kupienie prezentu (np. ”drobiazgu” Dolce&Gabbana) przyjdzie z łatwością! :-)

Aktywnie czy Pasywnie

wtorek, wrzesień 18th, 2007

Jeśli dyskutować z p. Krzysztofem to tylko aktywnie :-) Choć fakt, że ostatni wpis jest nadaktywny :-) Odnieść się do niego na szybko nie wypada, więc wrócę z kolejnymi argumentami wkrótce. Jednakże z wielką satysfakcją stwierdzam, że od żarówek doszliśmy do kolorowego druku i środków przeciwbólowych i to w tak krótkim czasie :-) Kiedyś, kiedy jeszcze dbało się o wiedzę, nazywało się to erudycją!

Piszę jednak od razu, aby odnieść się do słów p. Zuzanny. Po pierwsze żałuję bardzo, że wybrała Pani Poznań, a nie Warszawę. W stolicy mielibyśmy okazję się spotkać bo ja uczestniczyłem w Forum Budownictwa Pasywnego w kolejnym dniu, właśnie w stolicy. No cóż, co się odwlecze…Ale podzielam Pani zdanie, że p. Schlagowski, modus operandi przedsięwzięcia jest prawdziwym pasjonatem budownictwa pasywnego i co więcej, wie co mówi - a więc może to ten prawdziwy ekspert?

Może ekspert to pasjonat?

Wybory, wybory, wybory

poniedziałek, wrzesień 17th, 2007

No oczywiście nie będzie słowa o wyborach parlamentarnych - ten temat jest tak oklepany, że szkoda gadać. Dziś wracam do wyborów dokonywanych na codzień przez nas samych

Ale zgodnie z obietnicą postaram się przede wszystkim (podkreślam słowo - postaram się) odpowiedzieć na kwestie p. Krzysztofa. Właściwie mógłbym napisać - zgadzam się! We wszystkich sprawach! Jest za dużo biurokracji, papiery nas przytłaczają i co gorsza nikt nie jest w stanie ich wszystkich przeczytać. Mnożą się nakazy, a możliwość egzekucji tych nakazów jest właściwie żadna. T0 wszystko prawda. Niemniej jednak są pewne standardy, bez których właściwie nie można by żyć. Weźmy chociażby konstrukcję budynku (na tym się znam bom inżynier budowlany). Norma “Konstrukcje Stalowe” mówi np. szczegółowo co trzeba policzyć aby prawidłowo zaprojektować budynek, podaje podstawowe wzory, określa bazowe wymagania. Została ona stworzona na bazie wieloletniej wiedzy inżynierskiej, badań i doświadczeń (również wniosków z katastrof, proszę pamiętać!). Urząd wydający tę normę bierze na siebie pełną odpowiedzialność, że budynek zaprojektowany zgodnie z normą się nie zawali. Czy zatem ufamy temu “papierowi”, czy mamy jakąś wątpliwość co do jego wiarygodności? Zatem musimy umieć oddzielać czysty marketing od rzetelnej wiedzy, bez względu na to czy są to tony papierów, czy nie. Stawiałem już p. Krzysztofowi pytanie: “skąd wiemy że to jest ekspert”, jak dokonujemy wyboru eksperta? Czy naszym doradcą ma być “Pani Goździkowa” z reklamy środków przeciwbólowych? Stwierdzono co prawda, że najbardziej opinotwórczą grupą jest sąsiad/sąsiadka/szwagier/bratowa. Ale nie oznacza to, że oni WIEDZĄ!!! Im się zdaje, że wiedzą. Wie natomiast producent - bo musiał przebadać produkt. Pytanie czy zechce się z nami podzielić swoją wiedzą?

Stąd też problem zapinania pasów jest dla mnie jasny. Skoro na podstawie wiarygodnych badań stwierdzono, że ich zapinanie zmniejsza śmiertelność kierowców I PASAŻERÓW podczas wypadków to nie ma co się zastanawiać - trzeba wydać nakaz. Bo ten co nie zapnie (np. na tylnym siedzeniu) może przez swoją bezmyślność spowodować śmierć tego co siedzi na przednim. Ilość możliwych implikacji nie zapinania pasów jest tak wielka, że trzeba je załatwić jednym przepisem - zapinać. Dlaczego? Bo ufam ekspertom od ruchu drogowego, i tyle.

Ale wracając na nasze podwórko - energooszczędności. Pod koniec tygodnia byłem w Krakowie na konferencji organizowanej przez Komisję Europejską (miałem tam swój wykład - przepraszam że się chwalę ale jestem z tego bardzo dumny) “effective policies for improving energy efficiency in buildings”. Z niej dwa wnioski:

  • spytałem się o sprawę “energooszczędne żarówki a środowisko” - dostałem odpowiedź od przedstawiciela Komisji, że na podstawie WIARYGODNYCH danych cały cykl życia żarówki energooszczędnej ma mniejszy niekorzystny wpływ na środowisko niż żarówki zwykłej (żarowej). Biorąc pod uwagę wszystko - nie CO2 ale surowce użyte do ich produkcji, późniejsze ich składowanie na wysypisku itp.
  • wysłuchałem też bardzo ciekawej prezentacji firmy Gfk na temat “energooszczędny sprzęt AGD - tendencje”. I uwaga co z niej wynika: (podaję przykład) w Polsce w 2006 roku kupiliśmy 95% lodówek w klasie energetycznej A lub A+, zaś tylko 5% w klasie B i gorszej. Średnia cena lodówki w klasie C to 222 EUR, B 269 EUR, A 344 EUR, A+ 352 EUR. Moje pytanie brzmi: skoro jest tak duża różnica w cenie pomiędzy klasami B,C a klasami A, A+ to dlaczego 95% Polaków wybrało sprzęt AGD, który jest energooszczędny? Ciekaw jestem opinii koleżanek i kolegów bloggerów. Ja swoją teorię oczywiście mam ale podzielę się nią następnym razem -czuję się prawie jak PO obiecujące bombę wyborczą :-)

Wybory na pewno należą do nas ale czy zaufamy “Goździkowej” czy ekspertom to już inna sprawa.

P.S. Pani Zuzanno - obiecała Pani założyć mój fanclub. Jak każdy mężczyzna - próżny i zadufany w sobie, proszę uniżenie o realizację obietnicy :-)

Nieznośna lekkość bytu

poniedziałek, wrzesień 10th, 2007

Przepraszam po raz kolejny za ISTOTNE opóźnienia w odpowiadaniu, komentowaniu i dostarczaniu informacji. Ale tak jak napisała Pani Zuzanna, czasami trzeba pracować :-) Kajam się, biję w piersi i obiecuję poprawę ale w przyszłym tygodniu. Panie Krzysztofie odpowiem na Pana wszystkie argumenty. Proszę się szykować do dalszej walki :-) Na razie jednak udaję się w tygodniową podróż, więc proszę pokornie o wybaczenie.

Muszę jednak podzielić się moją satysfakcją - w piątek “rzutem na taśmę” Sejm uchwalił nowelizację Prawa Budowlanego, w której między innymi mówi się o konieczności wykonywania charakterystyki energetycznej budynków, czyli wreszcie i nasze budynki będą musiały “udowadniać”, że zużywają mało energii! Więcej za tydzień, no i liczę na dosadne komentarze p. Krzysztofa o odgórnych zaleceniach UE.

Aha,…skąd ta lekkość bytu ściągnięta od Milana Kundery? Ano po pierwsze, bo podróże to niby lekkość bytu ale wielce nieznośna, po drugie książka jest o dokonywaniu trudnych wyborów (choć fakt, że nie dotyczących efektywności energetycznej), po trzecie jest o miłości, a o tym będąc zobowiązanym przez p. Zuzannę zapominać nie będę

Nadrabiam zaległości

poniedziałek, wrzesień 3rd, 2007

Jeszcze krótko - bo właśnie znalazłem argument dla p. Krzysztofa, czytając raport p. Luisy Schmidt z Uniwersytetu w Lizbonie “Social behaviour and energy efficiency”. Otóż p. Schmidt opierając się na badaniach Unii Europejskiej (Eurobarometr 2007) przedstawia odpowiedź mieszkańców 27 krajów UE na pytanie: “W jaki sposób rządy krajowe powinny pomagać ludziom w obniżaniu przez nich zużycia energii?” Oto i odpowiedzi:

- Wspierać finansowo rozwiązania energooszczędne (np. w domach) - 48%
- Prowadzić kampanie informacyjne w zakresie efektywności energetycznej - 25%
- Wprowadzić bardziej restrykcyjne rozwiązania w zakresie sprzętu zużywającego energię - 21%
- Inne - 3%
- Nic - 1%
- Brak odpowiedzi - 2%

Zatem tylko 21% spośród nas akceptuje rozwiązania “siłowe”. Większość chce sama wybierać ale musi mieć pieniądze (48%) i wiedzę (25%). Nic nie chce robić tylko 1%!!!

Aha, i niech Pan żałuje Panie Krzysztofie że nie zna Pan Katowic. Widok Katowic wieczorem z okien hotelu Qubus (jeden z najwyższych budynków w Katowicach, najwyższy?) jest bajeczny.

Krótko i na temat

poniedziałek, wrzesień 3rd, 2007

Panie Krzysztofie! Ja nie promuję żarówek energooszczędnych! Nie mam nic z nimi wspólnego w sensie biznesowym, poza ich stosowaniem - mam je w salonie, sypialni i pokoju w którym spędzam czas na czytaniu. W łazience i w kuchni gdzie się często wchodzi i wychodzi (ergo załącza i wyłącza prąd) mam zwykłe żarówki żarowe.

Proponuję w dziedzinie żarówek ogłosić zawieszenie broni!

Do elektrowni atomowych i komfortu naszych domów wrócę jutro, bo dziś mam mnóstwo pracy ale dyskusja z Panem to czyta przyjemność, więc zaraz zareagowałem.

Brylanty (dla) Pani Zuzanny

poniedziałek, wrzesień 3rd, 2007

No słowo daję, nie można na chwilę oddalić się od bloga. Tyle interesujących rzeczy umyka, że potem nie można wszystkiego nadrobić. Jak się okazuje bardziej emocjonującym tematem jest miłość, niż energooszczędność. Teraz dyskusja rozwija się aż miło. Dziękuję Pani Zuzanno za wspieranie mnie podczas nieobecności - stąd te brylanty (taki był chyba tytuł polskiego filmu kryminalnego z lat 70-tych “Brylanty Pani Zuzanny”, a może “Brylanty Pani Zuzy”?). Ale oczywiście nie ma dyskusji jak nie ma różnicy zdań, więc co zrobilibyśmy bez Pana Krzysztofa, który nie dość że jeździ wielkim Vanem to jeszcze pije Coca-Colę. A fuj :-) A dobrego francuskiego wina z okolic Rousillon nie łaska?

Problem polega na tym, że tym razem w pełni się z Panem Krzysztofem zgadzam. (To dopiero problem - zgodzić się z kimś!) Taka jest zresztą moja myśl od samego początku - wyboru musimy dokonać sami, bazując na sprawdzonych informacjach. Niemniej jednak Panie Krzysztofie od samego początku toczymy spór, co to są sprawdzone informacje. Poddaje Pan w wątpliowość dane tego czy innego eksperta i pewnie w wielu przypadkach ma Pan rację. Ale też przyzna Pan chyba, że istnieją autorytety, którym ufać powinniśmy. Jakoś przecież musimy dokonywać wyboru, na czymś musimy się opierać. Przecież kupując komputer przy którym Pan siedzi wieczorami przy nieenergoszczędnej żarówce, kierował się Pan czymś (chyba nie tylko ceną?). Czy był to sąsiad, artykuł w prasie, internet?

Szybko teraz odniosę się do kilku kwestii:

  1. spłukiwanie wody - Panie Krzysztofie, woda którą ma Pan w spłuczce nie dość że nie jest odzyskiwana to zabiera za sobą z domu pewną ilość ciepła. Dlaczego? Ano dlatego, że woda, która wlewa się do spłuczki ma zazwyczaj temeraturę około 8-15 stopni (taką dostarczają nam wodociągi) i podgrzewa się do temperatury pokojowej, 21-25 w zależności od naszej ciepłolubności. I potem tę podgrzaną wodę wylewamy na zewnątrz do kanalizacji. W ogólnym bilansie ciepła naszego domu to promil ale w skali kraju nie dość że marnujemy wodę, to marnujemy duże ilości ciepła. Tak, tak kto by o tym pomyślał, że nasza spłuczka zabiera nam ciepło :-) Poważnie jednak - prawdziwi wielbiciele idei domów pasywnych te ilości ciepła biorą pod uwagę w bilansie energetycznym.
  2. drzwi automatyczne - podałem przykład z CNN w Atlancie nie po to aby przekonać kogokolwiek do korzystania w supermarkecie z drzwi otwieranych ręcznie. Chodziło mi tylko o to, żeby pokazać że w Stanach Zjednoczonych inaczej niż w Polsce nawet wielkie firmy starają się ludziom uświadomić, że możemy sami coś zrobić dla naszego środowiska przez najdrobniejsze czynności, jak na przykład przez skorzystanie z innego rodzaju drzwi. Inną sprawą jest ile z tych drzwi korzysta osób.
  3. opłacalność - czas zwrotu inwestycji w izolację domu zależy od wielu czynników (stan pierwotny, rodzaj ogrzewania - elektryczność droższa niż węgiel, itp.) Przyjmuje się jednak, że jest to pomiędzy 5-10 lat. Jeśli dom budujemy nie tylko dla siebie ale i dla naszych dzieci, wnuków itp. to nawet 1o lat nie jest długim okresem.
  4. komfort mieszkania - cieszę się że Pani Zuzanna zwróciła na to uwagę. Wg mnie energooszczędność na trwale wiąże się z komfortem. Inaczej nie miałoby to sensu - po co oszczędzać i zmuszać się do tego? Jeśli sami uświadomimy sobie, że poprzez oszczędnośc energii poprawiamy coś albo dla nas (cieplej, ciszej, taniej) albo dla świata (czyściejsza atmosfera i woda) to i chyba łatwiej będzie nam zaakceptować “energoosczędne myślenie”.

Ponieważ był dzień blogera - moim współblogerom dziękuję za optymizm i humor!

Pani Zuzanno, czy byłaby Pani skłonna opisać komfort swojego mieszkania? Bardzo jestem ciekaw co Pani rozumiem pod tym słowem!