Archive for maj, 2008

Co chciał powiedzieć p. Romuald a nie mógł…

wtorek, maj 27th, 2008

Na razie krótko - p. Romuald nie mógł umieścić swojego głosu w duskusji z powodów technicznych, więc cytuję go w całości -zaś swój głos w dyskusji zamieszczę w drugiej części dnia. Oto i cytat:

Witam,

Próbowalem zamieścić dzisiaj komentarz do posta “Przyjaźń Europejsko - Chińska” i nie udało się… tzn. najpierw tylko kilka zdań pojawiło się, a przy próbie dokończenia już prawie nic.

Podaję pełen tekst:

Potwierdzam zaangażowanie Google w technologie OZE. Sam otrzymałem od nich list w sprawie współpracy w tej dziedzinie (zatytułowany GOOGLE ROZPOCZYNA PRACE NAD STWORZENIEM ODNAWIALNYCH ŹRÓDEŁ ENERGII TAŃSZYCH NIŻ WĘGIEL). Oto istotne fragmenty:

Firma Google (NASDAQ: GOOG) ogłosiła nową inicjatywę strategiczną, nazwaną RE<C, zmierzającą do uzyskania elektryczności z odnawialnych źródeł energii, która będzie tańsza niż elektryczność produkowana z węgla. W tym celu Google uruchomi wewnętrzną grupę badawczo-rozwojową, której prace skupią się początkowo na technologiach związanych z pozyskiwaniem elektryczności ze źródeł solarno-termicznych, na badaniach nad innowacyjnym podejściem do wykorzystania energii wiatru i na poprawie systemów geotermalnych. Spółka prowadzi już rekrutację inżynierów i ekspertów ds. energetyki, którzy pokierują pracami nowej grupy, współpracując blisko ze współzałożycielami Google, Larrym Pagem i Sergeyem Brinem.

„W naszej firmie i na naszej planecie rośnie zapotrzebowanie na czystą i przystępną cenowo energię” – powiedział Larry Page, współzałożyciel Google i prezes ds. produktów. „Ale w tej inicjatywie nie chodzi wyłącznie o potrzeby energetyczne firmy Google, ale o rozwiązanie nadmiernej zależności świata od węgla. Budując najbardziej energooszczędne centra obliczeniowe w branży, zyskaliśmy wiedzę, specjalistyczne umiejętności i unikalne spojrzenie na wielkie obiekty o dużym zapotrzebowaniu na elektryczność. Chcemy zastosować równie kreatywne i innowacyjne podejście do niezwykle ważnego wyzwania, jakim jest stworzenie tanich, możliwych do zastosowania na dużą skalę odnawialnych źródeł energii.”

Pozdrawiam

Romuald

Kto to jest fachowiec?

piątek, maj 23rd, 2008

Bardzo dziękuję pp. Krzysztofowi i Chrisowi za niesłychanie ciekawe komentarze. To naprawdę przyjemność dyskutować z Panami. Mam nadzieję, że komentarz p. Krzysztofa co do śmiejących się ze mnie wnuków sprawdzi się. Ja nie uważam się za nieomylnego i piszę bloga nie po to by pouczać, tylko by pytać. Pytam więc JESTEM! I mam nadzieję, że szukając odpowiedzi na pytania pomożemy znaleźć się naszym dzieciom i wnukom bliżej prawdy, choć pewnie i oni jej nie znajdą :-)

Z ogromną uwagą przeczytałem fakty i liczby przytoczone przez p. Chrisa. Rzeczywiście nie zdajemy sobie sprawy ile pieniędzy jest wpompowywane w energetykę (węglową, atomową). I co gorsza trudno znaleźć jeden wspólny mianownik dla tych działań - poza jednym: wspomaganiem gałęzi przemysłu wygodnych dla rządów krajowych. We Francji - atom, w USA - ropa naftowa, w Polsce - węgiel. Proszę zauważyć, że Margaret Thatcher zamknęła kopalnie bo Wielka Brytania ma ropę. Jaka by była decyzja żelaznej damy, gdyby nie miała ropy? Hm…

Tak więc rządzą nami fachowcy - karmiąc nas niesprawdzalnymi faktami. Że tak jest - przykład z mojego podwórka (znaczy się - efektywności energetycznej budynków) i wspomnianej już Anglii. Otóż p. Adam Dadeby mieszkający w Stoke Newington koło Londynu zdecydował się 10 lat temu wydać kilka tysięcy funtów na termomodernizację swojego domku (część szeregowca). Wymienił okna, zaizolował dach 25 cm wełny szklanej, zaizolował podłogi, wymienił oświetlenie na energooszczędne. Zamontował termostaty na grzejniki i wreszcie wydał 3500 funtów na panele słoneczne podgrzewające ciepłą wodę. Rzeczywiście rachunki za energię spadły: za gaz z 30 funtów na 15, a za elektryczność z 45 na 21. Zatem rzeczywiście i wymiernie inwestycja w efektywność energetyczną opłaciła mu się - miesięcznie o 39 funtów, rocznie o blisko 500 funtów. I wydawałoby się, że wszyscy powinni być zadowoleni. Ale p. Dadeby zdecydował się zrobić dla swojego domku certyfikat energetyczny wg przepisów brytyjskich. I wyszło mu (zapłacił za niego 350 funtów) że klasa energetyczne jego budynku to klasa E (przypominam że obowiązujące klasy to A-G) czyli niezbyt dobra. Zadowolenie diabli wzięli, bo dom p. Dadeby poddany ocenie fachowca(?) jest trudnosprzedawalny - nabywcy chcą klas D i wyższych!

Stawiam więc pytanie (już kiedyś je stawiałem) - czy można ufać fachowcom? Lub inaczej - co możemy zrobić, żeby rzeczywiście powstała “rasa prawdziwych rzemieślników” - tak jak kiedyś np. szwajcarskich zegarmistrzów nieskłonnych dokonywać “dalekowschodnich” ulepszeń aby tylko obniżyć cenę?

Przyjaźń europejsko - chińska

wtorek, maj 20th, 2008

Ponieważ ostatnio temperatura dyskusji mocno siadła (fakt, nie było nic o przemocy, seksie ani pieniądzach) :-)  a z gazet wieje nudą - tylko i wyłącznie o ocieplaniu klimatu a gazety zaczynają nawet dołączać biodegradowalne torby (wczorajszy “Dziennik”!) więc o czym tu pisać? Już tylko p. Krzysztof został jak ten samotny biały żagiel … :-) idący naprzeciw wielkiej armadzie limitów CO2, nawet nadeszła pomoc z USA - dziekuję p. Chrisowi za trafne przykłady ze Stanów!

Wpadła mi więc w oczy informacja o planach utworzenia przez Komisje Europejską biura “czystej energii” w Pekinie. Komisja ma też zamiar zorganizować spotkanie przedstawicieli przemysłu Chin i Europy na temat efektywności energetycznej w budownictwie. I na koniec UE zamierza wydać 15 mln EUR na pomoc w chińskim programie rządowym na rzecz ochrony środowiska. Proszę pilnie o komentarze w tej sprawie :-)

Kto szybko daje dwa razy daje

poniedziałek, maj 12th, 2008

Szybka odpowiedź dla Pana Krzysztofa - no chociażby huragan Katrina - poniżej cytat z Wikipedii:

Huragan Katrina - potężny cyklon tropikalny, który 29 sierpnia 2005 zdewastował wybrzeża amerykańskich Stanów Luizjana, Missisipi i Alabama. W wyniku huraganu doszło do katastrofalnej powodzi w Nowym Orleanie.

Katrina to jedenasty sztorm z nazwą własną, czwarty huragan i trzeci duży huragan na Atlantyku w roku 2005. Po przejściu nad Florydą, huragan wzmocnił się nad Zatoką Meksykańską do najwyższej 5 kategorii na skali Saffira-Simpsona i skręcił na północ.

Rano 29 sierpnia 2005 huragan dotarł do wybrzeża stanu Luizjana i następnie jego środek przeszedł niedaleko na wschód od Nowego Orleanu. Dzień wcześniej, 28 sierpnia, władze miasta ogłosiły przymusową ewakuację mieszkańców miasta, pierwszą ewakuację tak dużego miasta w historii Stanów Zjednoczonych. Ponieważ duża część jego powierzchni leży poniżej poziomu morza, istniało poważne niebezpieczeństwo zatopienia miasta przez wody spiętrzone przez huragan. Z początku wydawało się że nie doszło do spełnienia się tego najczarniejszego scenariusza, gdyż tylko niektóre nisko położone dzielnice miasta zostały zalane wodą. Jednakże następnego dnia woda przerwała wały przeciwpowodziowe, odgradzające miasto od Jeziora Pontchartrain oraz sieci kanałów, i zalała około 80% powierzchni miasta.

Po przejściu nad ląd huragan szybko stracił na sile i po południu 29 sierpnia 2005 jego wiatry osłabły na tyle, że został przeklasyfikowany na sztorm tropikalny.

Huragan zdewastował wybrzeża stanów Luizjana, Missisipi i Alabama. Według oficjalnych danych zginęło 1209 osób, głównie w Nowym Orleanie. Towarzystwa ubezpieczeniowe wstępnie oceniają ubezpieczone straty spowodowane przez huragan na 24 mld dolarów. Całkowity koszt poniesionych straty wyniósł 200 miliardów dolarów US.

W okolicach Nowego Orleanu wydobywa się i przetwarza duży procent ropy naftowej używanej w Stanach Zjednoczonych. Huragan spowodował tymczasowe wyłączenie z użytku wielu platform wiertniczych, rurociągów i rafinerii w regionie. To doprowadziło do gwałtownego skoku cen benzyny na obszarze całych Stanów Zjednoczonych, co będzie miało negatywny wpływ na amerykańską gospodarkę. W niektórych miastach momentami tworzyły się duże kolejki przed stacjami benzynowymi, pierwsze od kryzysów paliwowych w latach 70. XX wieku.

Ciekawa nuda

piątek, maj 9th, 2008

Oczywiście “ciekawej nudy” nie może być! Ale w tym przypadku (który zaraz opiszę) jednak prawie tak było. A więc byłem w Danii w długi weekend. Kraj nudny jak diabli - czysty, uporządkowany, ścieżki równe, śmieci segregują aż do bólu (tak, tak Panowie, na każdym rogu czyściutkie pojemniki do segregacji). No i wszyscy jeżdżą na rowerach, a poza tym nastawiali elektrowni wiatrowych (bo fakt że kraj wietrzny jak diabli) i puszą się że u nich taki dobrobyt. No więc nuda jak diabli, nie ma się do czego czepiać. Tydzień spędziłem w malutkiej miejscowości wypoczynkowej nad Morzem Bałtyckim, gdzie pełno dacz, starszych i nowobudowanych. Domki mają po 100 m2, nic więc specjalnego. Ale proszę Państwa każdy elegancko (i grubo!!!) ocieplany, choć przecież głównie siedzą tam w lecie. No to o co tu w końcu chodzi? Durni ci Duńczycy, czy mądrzy i zaradni? Powinniśmy z nich brać przykład, czy nie? Choć nudy nie lubię, to jednak ta duńska wersja wydała mi się ciekawa :-) i ja jestem za tym, żeby jednak brać z nich przykład. Ale ciekawym zdania innych. Panie Bogdanie - jak tam w Irlandii? Też taka nuda? :-)

Z innej trochę beczki. Byłem na konferencji w Poznaniu i prezentowano tam ciekawe dane dotyczące kosztów usuwania szkód spowodowanych szkodami klimatycznymi (dane niemieckie - niestety obejmujące tylko lata do 1999 roku). I tak:

  • w latach 1950-59 i 60-69 wydawano poniżej 100 mld USD
  • w latach 1970-79 około 150 mld USD
  • w latach 1980-89 około 200 mld USD
  • I UWAGA!!! w latach 1990-99 powyżej 600 mld USD

Panie Krzysztofie nie szkoda trochę pieniędzy na usuwanie szkód? Nie lepiej się pławić w luksusie, od czasu do czasu tylko odkurzanym? :-)

Życzę wszystkim na weekend nuuuuuuuuuuuuuudy jak diabli i dużo ciepła :-)