Cały miesiąc odpoczywałem, więc pełen sił wracam do pisania. Widzę jednak, że lato wpłynęło i na blogowiczów , bo dyskusja zamarła… Ale kto by tam jak świeci słońce i wieje lekki wiaterek myślał o oszczędzaniu energii. Przecież sama się oszczędza jak leżymy w cieniu rozkoszując się tym błogostanem. Ale żeby się nam nie nudziło, czytamy, czytamy, czytamy ( przynajmniej mam taką nadzieję :-) ) Ja też więc przerzuciłem to i owo i natknąłem sie na wywiad z Amory Lovinsem - absolwentem Harvardu, szefem amerykańskeigo instytutu Rocky Mountain. W wywiadzie Lovins przedstawia argumenty dla których to rynek a nie regulacje prawne powinny wpływać na bardziej efektywne zużycie energii. Podaje on 2 bardzo ciekawe przykłady. Otóż Lovins rozmawiał z szefem jednej z firm znajdującej się w czołowej 50-tce firm listy Fortune. W trakcie rozmowy poinformował on tegoż szefa, że w jego jednej z fabryk dzięki działaniom pewnego inżyniera ograniczono koszty zuzycia energii o 3,5 USD na stopę kwadratową. Szef po krótkim przeliczeniu stwierdził, że dało to oszczędności w fabryce o 3,5 mln USD (zakład liczył 1 mln stóp kwadratowych) i nie jest to nic szczególnego bo jest to tylko 2% wszystkich kosztów, które dotyczą jego działalności. Kiedy jednak Lovins powiedział mu, że jego wszystkie fabryki, na całym świecie, liczą sobie 92 mln stóp kwadratowych to przy takich samych osczędnościach (3,5 USD) można ograniczyć koszty o 322 mln USD, i szef zrobil wielkie oczy. Bo taka suma oszczędności może wpłynąć chociażby na wzrost ceny akcji firmy. Wniosek pierwszy zatem jest taki, że najwyżsi szefowie nie zdają sobie sprawy ile moga ZAROBIĆ na efektywności energetycznej.
Przykład drugi - otóż jakiś dociekliwy pracownik pewnej firmy zwrócił uwagę na stosunkowo wysokie rachunki za energię elektryczną latem. Choć nie wspierany przez management, drążył sprawę i stwierdził, że 50kW zużycia pochodzi z nieznanego źródła. Idąc dalej stwierdził, że cały rok 24h na dobę działa elektryczne podgrzewanie parkingu (służące zimą do topienia śniegu)! I nikt na to nie zwracał uwagi! Wniosek drugi - nie ma w firmach kultury oszczędzania energii - to w czasach socjalizmu były wywieszki - “zgaś zbędną żarówkę”. Teraz nikomu to nie przychodzi do głowy.
I tak kiedy leżałem w tym cieniu pomyślałem sobie, że czekaja nas jeszcze lata świetlne, aby wyrobić w sobie zachowania “pro efektywne energetycznie”!
Ale światełko nadziei w tunelu sie pojawiło. Otóż jak już opuściłem cień i wsiadłem na rower to pojechałem sobie dróżkami leśnymi, polnymi i wiejskimi po okolicach Gietrzwałdu. I przejeżdżając przez miejscowość Łajsy zwróciłem uwagę na po-pegierowski (chyba) budynek. Dwie kondygnacje (parter i piętro). Po dwa mieszkania na piętrze (chyba). Więc taki sobie budyneczek. Chodzi mi o to, że było tam najprawdopodobniej 4 włascicieli. I uwaga: 1/4 budynku była ocieplona (mówię o ścianie zewnętrznej). Czyli jeden z właścicieli uznał, że jednak warto ograniczyć zuzycie energii. A reszta? Muszę przyznać, że budynek wygladał doprawdy nietypowo
No ale 25% swiadomych obywateli to juz sukces, nieprawdaż?