Archive for październik, 2008

Weekendowy suplement dla wiernych czytelników

środa, październik 22nd, 2008

Konkurencja blogowa jest duża więc i ja muszę coś dorzucić ekstra na weekend.

1. W tymże “USA Today” (jadę więc czytam) wyniki badań Gallupa “Jak bardzo może wpłynąć rząd  na poprawę amarykańskiej ekeonomii”? Wynki - 37% - bardzo dużo, 42% - dużo, 15% - niewiele, 4% - nie może. A zatem nawet rozwydrzone społeczeństwo amerykańskie wierzy, że rząd rządząc właściwie może poprawić ekonomię.

2. W piątek idę na pokaz filmu noblisty “Niewygodna prawda”. Nazwiska celowo nie podaję, żeby nie zdenerwować p. Krzysztofa na weekend :-)

Natchnienie

środa, październik 22nd, 2008

Z coraz większą radością obserwuję rosnącą liczbę aktywnych współblogowiczów! Panią Magdę coprawda do aktywności zachęcają wyłącznie wyznania miłosne, zamiast błyskotliwych filipik ale kto wie może się wciągnie bez comiesięcznych oświadczyn :-) Natomiast nowy diament w postaci p. Dawida to absolutny skarb. Nie dość, że punktuje p. Krzysztofa bez zmiłowania (patrz wyjście z UE a utrzymanie otwartych granic) to jeszcze wprowadzają się do niego 2 studentki na zimę. Co więcej pisze o tym w kontekście liryczno (wiersz) - inżynierskim (straty ciepła). Pozazdrościć, pozazdrościć. Myślę oczywiście o umiejętności łączenia różnych wątków, a nie o zyskiwaniu nowego towarzystwa na zimę :-)

A zatem Pani Magdo, Panie Dawidzie nie opuszczajcie bloga proszę bo stanowicie dla mnie nowe tytułowe natchnienie. A o nie trudno, bo w prasie, TV i radio uparcie nuda, nuda, nuda - wszędzie aż kapie od informacji o kłopotach z klimatem i wszystko w jednym tonie - redukujmy emisję CO2, aż zęby bolą od tej jednomyślności. Aby więc od niej uciec zacytuję polemikę dwóch ekspertów (już czekam na zjadliwy komentarz p. Krzysztofa!) na łamach tegotygodniowgo “USA Today”. Otóż dziennik ten w artykule “Time for national standards” pisze, że (uwaga, uwaga) należy wprowadzić w USA mandaty energetyczne (”energy mandates”). Chodzi o obowiązkowość uzyskiwania części energii ze źródeł odnawialnych. Cel główny to stać się “energetycznie niezależnym”. W Teksasie i Kolorado już takie standardy obowiązują. 4 listopada w tej sprawie wypowiedzą się mieszkańcy Kalforni i Missouri. Czyli w pełni demokratycznie ustanowi się prawo do bardziej efektywnego czerpania energii. Da radę takie coś zrobić w Polsce? Ale ponieważ w USA jest pełna demokracja obok artykułu własnego, “USA Today” zamieszcza głos oponenta prof. Michaelsa - ekonomisty. I pisze on tak: “Ameryka potrzebuje mnóstwo czystej, taniej, bezpiecznej energii elektrycznej. Niestety, źródła odnawialne nie spełniają tego kryterium i nie są w stanie nic zmienić” I tak dalej…  Rzecz w tym, że obie strony zgadzają się co do tego, że trzeba zadbać o to, żeby być niezależnym energetycznie a nikomu nie przychodzi do głowy, żeby oszczędzać. Ale u nas w Polsce i tego nie można się spodziewać. Bo mamy dużo węgla, węgla, węgla i należy go spalać, spalać, spalać. Bo jak nie to przyjdą górnicy i sparaliżują Warszawę.

Pora na whisky

piątek, październik 3rd, 2008

Minął sierpień, minął wrzesień znów październik, i ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal. Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i skowronków lecz jednego, jedynego jest mi żal….i tak dalej śpiewał Wiesław Michnikowski. No właśnie, czego jest nam żal w październiku - słońca? ciepła? humoru? Michnikowskiemu było żal pomidorów, mnie jest żal możliwości wieczornych spacerów bez ciepłej kurtki, a Wam drodzy blogowicze? Jakieś typy?

A propos spacerów - spędziłem ostatni weekend w Płocku, mając możliwość zwiedzić to miasto wzdłuż i wszerz, ciesząc się piękną pogodą sobotniego popołudnia. Niemniej jednak po spacerze wróciłem do ośrodka pod Płockiem, nie powiem, calkiem, całkiem ośrodek. Mieszkałem w dużym apartamencie. Znajdowały się tam grzejniki elektryczne, których wyłączyć nie było sposobu. Żeby móc więc spać w miarę ludzkich warunkach otworzyłem okna. Grzejniki jednak grzały na ful więc i temperatura przekraczała 23 st C. W nocy obudził mnie jakiś szum. Po chwili zorientowałem się, że w moim apartamencie włączyła się klimatyzacja. Zatem miałem komplet - grzanie, otwarte okna i klimatyzację. Rano zastanowiłem się o co tu naprawdę chodzi - właścicielowi wszystko jedno, cenę energii dolicza do rachunku, mnie wszystko jedno bo za mnie płaci firma, firmie wszystko jedno bo moje koszty doliczy do kosztów naszych produktów, itd., itp. Kto w końcu za to płaci, że się w ośrodku nie dba o oszczędność energii - my drodzy Państwo, bo my kupujemy chleb, wodę, ciepło, samochody, dachówki - a w nich pośrednio kryją się właśnie takie “nieoszczędności” jak w tym ośrodku pod Płockiem. Choć nie powiem, per saldo pobyt był ekstra :-) więc pewnie nie powinienem szukać dziury w całym.

A są przecież przykłady pozytywne. Pewien znajomy dziennikarz zwrócił mi uwagę na przykład duńskiej wyspy Samsoe. Otóż mieszkańcy tej wyspy (4000) postawili sobie za cel być przykładem dla reszty Danii i Europy, aby uniezależnić się od energii “brudnej”. Cała energia elektryczna jest zapewniana przez elektrownie wiatrowe. W tej chwili 57% energii cieplnej dostarczanej do budynków pochodzi z centralnych elektrowni solarnych i opalanych biomasą ale cel to 64%. Pozostałe 34% pochodzi lub będzie pochodzić z przydomowych elektrowni “solarnych” “biomasowych” i “wiatrowych”. Zero węgla i ropy! Już pisałem o tym, że choć ta Dania nudna z czystości i porządku to jednak oddycha się w niej przyjemnie.

A w Polsce jak to w Polsce - minister Dziekoński mówi na spotkaniu z dziennikarzami i deweloperami, że cel dyrektywy dotyczącej efektywności energetycznej w budownictwie (popularna EPBD) choć szczytny (ograniczenie zużycia energii) to jednak niemożliwy do zrealizowania, bo zbyt kosztowny. I że tak naprawdę to Unia zmusza nas do wprowadzania dyrektyw. To po co my w tej Unii jesteśmy, do jasnej ciasnej? Premierze Tusku - do dzieła! Występujmy z Unii, nie będziemy do niczego zmuszani!!!

Coś się chyba zapędziłem, więc pora sięgnąć po szklaneczkę tytułowej whisky w ten chłodny październikowy wieczór, nieprawdaż? Na zdrowie :-)

P.S. Panie Krzysztofie, co to był za przekręt w tym Lublinie??? Sportem zawodowym się nie interesuję, uważając go za najbardziej wynaturzoną formę wyciągania przez marketing od ludzi pieniędzy. Ale ciekaw jestem…